„Powiedz mi ile mam lat, a powiem ci kim jesteś” ; >> wtorek, 4 stycznia 2005 21:23:40
Podobno kobieta, która przyzna się do swojego wieku, nie jest warta męskiej atencji, bo jest w stanie powiedzieć cokolwiek. Tyle słów mądrości. Bo właściwie jak to jest z tym wiekiem u kobiety? Niby z latami nabieramy doświadczenia życiowego, zawodowego, rodzinnego, emocjonalnego, seksualnego itd., czyli cech jak najbardziej pożądanych, a tak naprawdę staramy się to w wymyślny sposób ukryć. Jeśli mi nie wierzysz, to zapraszam do Twojej łazienki, młoda damo. Nieważne czy masz lat 25, czy 45, czy 60+, na półce znajdziesz ze cztery słoiki kremu do twarzy, tubkę kremu do rąk, do dekoltu, do ciała, nie wspomnę o peelingach, kremach pod oczy, fluidach, pudrach, wodzie termalnej, maseczkach, mleczkach, tonikach, żelach, balsamach, odżywkach i innych specyfikach, o których wolę nawet w tej chwili nie myśleć. Pewnie też zdarzyło się Tobie pomyśleć o małej korekcie swych wdzięków u profesjonalnego chirurga plastycznego, chociażby jakieś odsysanie tłuszczu, naciąganie skóry, mały lifting, powiększanie biustu, prostowanie nosa, usuwanie znamion i inne atrakcje tego pokroju. Oczywiście, myślałaś o tym, ostatecznie natura stworzyła Cię kobietą. Oznacza to, że wyposażyła Cię również w zespół napięcia przedmiesiączkowego, umiejętność rozmawiania o uczuciach, skłonność do wierzenia we wszystkie brednie, jakie padają z ust ukochanego mężczyzny i ciągłe poczucie nieodwracalności upływającego czasu. Osobiście wolałabym posiadać umiejętność czytania mapy i bezbłędnego odnajdywania się w terenie, może wtedy nie gubiłabym się tak w moim własnym życiu, ale niestety te cenne cechy przypadły w udziale mężczyznom.
Z powyższego wynika, że wiek dla kobiety ma istotne znaczenie, trudno go zakamuflować, a już zupełnie niemożliwe jest przy okazji nie popaść w śmieszność. Najwyższą szkołą jazdy jest jednak pogodzić się z upływającym czasem i godnie przyjmować kolejne zmiany w wizerunku jakby były prezentem od losu. Tak do końca to nie jestem pewna czy którejkolwiek pani się to udało...
Właściwie nie chodzi tyle o datę w metryce, co o owe przeterminowanie walorów estetycznych własnego ciała. Są kobiety, które do czterdziestki wyglądają na nastolatki, a potem do sześćdziesiątki to maksymalnie na 28 lat. Gratuluję i życzę powodzenia. Oczywiście również zazdroszczę po cichu. Ja należę do tych, które w wieku 18 lat wyglądały na 24. Mężczyznę (27 lat), który zasugerował mi ten fakt obłożyłam klątwą i omijam do dziś z daleka. W miarę upływu czasu cieszyłam się, że może dorosnę do wieku na jaki wyglądam. Tymczasem ostatnio dane mi było odbierać pocztę za moją matkę, musiałam udowodnić, że ja to ja i do tego jak najbardziej jestem spokrewniona z własną rodzicielką. Identyfikacji dokonałam za pomocą dowodu osobistego. Pan (na oko 35 lat) z takim pietyzmem studiował po kolei wszystkie strony dokumentu a potem moją osobę, że aż wpadłam w popłoch, że może za jakąś oszustkę mnie bierze, bo rzadko kto jest mnie w stanie rozpoznać na zdjęciu w dowodzie. Zapewniłam, że osoba na fotografii to jednak ja. Pan uśmiechnął się i powiedział, że to akurat widzi, natomiast sądził, że jestem starsza. Stwierdziłam, że już kiedyś słyszałam podobny komplement, ale mam nadzieję, że kiedyś wreszcie będę wyglądać na moja metrykę. Na co ten paskudnik odparł :”...czyli 35!” Nie dałam mu napiwku... Nawiasem mówiąc- brakuje mi do tej liczby jakieś 10 lat!
Innym razem zapukał do moich drzwi ochotnik z akcji charytatywnej na rzecz ciężko chorej dziewczynki, wdałam się z nim w pogawędkę aż z kuchni ciekawie wyjrzała wizytująca mnie ciotka. Od słowa do słowa przeszliśmy na tematy damsko-męskie, cioteczka, sama zamężna, postanowiła mnie wyswatać. Troszkę przerażona postanowiłam zażartować, że bycie „starą panną” ma swoje dobre strony, na co młodzieniec wyraźnie odparł, że woli kobiety dojrzałe. Nie bardzo chciałam uwierzyć w dzielącą nas różnicę wieku- chłopak wydawał mi się uroczym 26-28-latkiem, po dokładnym sprawdzeniu jego książeczki wojskowej z przerażeniem stwierdziłam, że po pierwsze ma 19 lat i po drugie, że odkrycie to nie wpłynęło na zmniejszenie jego atrakcyjności w moich oczach. Miała małoletnia bestia jakiś swój urok. Nauczona doświadczeniem lat minionych postanowiłam jednak nie korzystać z okazji, uprzejmie podziękowałam za miłą rozmowę, dorzuciłam się do skarbonki i zamknęłam drzwi za niezapisanym rozdziałem.
Powyższe sytuacje przeanalizowałam z zaprzyjaźnionym mężczyzną, którego opinie cenię, głównie ze względu na zdrowy rozsądek w nich zawarty. Otóż uświadomił mi on, że mężczyźni zwracają na kobiety uwagę w jakimś kontekście, że być może wszyscy ci panowie starali się dopasować moją osobę do swoich wyobrażeń o kobiecie idealnej... dla nich, że jeśli nie pojawia się ten kontekst, to po prostu babka ich nie interesuje, to najzwyczajniej kolejna osoba z życia codziennego, którą mija się w sklepie, na ulicy, w urzędzie. Że o cechach drugiej osoby zaczynamy myśleć dopiero wtedy, gdy coś w niej nas zainteresuje, a jeśli tak to staramy się ja dopasować do naszego świata. I że najprawdopodobniej pierwszy szukał nieco młodszej, drugi równolatki, a trzeci nieco starszej. Teoria ta wydała mi się trochę naciągania (chociaż paradoksalnie w odniesieniu do tego ostatniego miałaby sens z mojego punktu widzenia, jak wspominałam bestia była urocza...) więc dla własnego dobrego samopoczucia stwierdziłam, że w/w panowie cierpią na jakieś zaburzenia ostrości widzenia. Tak czy owak te sytuacje upewniły mnie w dwóch rzeczach- jakkolwiek mogę uważać się za kobietę wyzwoloną i świadomą samej siebie, to jednak nadal jestem kobietą z krwi i kości i pragnę by wskazówki zegara nie rzucały na mnie cienia oraz w tym, że chociaż gorąco pragnę aby fenomen godnego starzenia się była prawdą, to jednocześnie przesyłam gorące zapewnienia, że z dobrodziejstw przemysłu kosmetycznego korzystać będę z gorliwością ogromną aż do śmierci. Przecież zawsze warto mieć ubezpieczone i przody i tyły- tak na wszelki wypadek...
komentarze [10]Witam >> wtorek, 4 stycznia 2005 20:07:14
Witam wszystkich
komentarze [2]