szare życie urzednika państwowego >> środa, 27 września 2006 11:30:18
Ciekawą informację przeczytałam dziś na wp.pl:
"Urzędniczki Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej mają dość nudy w pracy. Postanowiły się rozerwać. Idą na męski striptiz. Już 15 z nich zdecydowało się na wieczór z zespołem Chippendales. To amerykańska grupa striptizerów, która w drugi weekend października zawita w Polsce. Taka rozrywka jednak drogo kosztuje - od 80 do 190 zł. To nie przeszkadza paniom urzędniczkom, bo bilety funduje im zakład pracy z funduszu socjalnego. Czyli z kieszeni podatnika, bo pensje pracowników NFOŚiGW finansowane są z budżetu państwa.
Mamy 300 tys. zł przeznaczonych na fundusz. Za jego część urząd dotuje pracownikom wejściówki na niemal wszystkie ważne wydarzenia artystyczne - mówi Krzysztof Walczak z biura prasowego NFOŚiGW. "
No kochany szefie, a ja dostałam tylko karnet na Hainekena i nikt się nie rozbierał... Co to za integracja??
komentarze [2]Tolek Banan jest bez szans... >> piątek, 8 września 2006 12:36:05
Mój przyjaciel jest chory. Ma nowotwora. Wczoraj pojechalismy do lekarza, bo guz w ciągu dwóch tygodni urósł trzykrotnie. Strasznie padało, wycieraczki nie nadążały za kroplami deszczu. We mnie też wszystko się rozpadało. Założyłam ciemne okulary, żeby nie widział, że płaczę i usiłowałam bez sensu zagadać sytuację. Ale głos mi się łamał i tak naprawdę to nie miałam nic do powiedzenia. Włączyłam wiec Franka Sinatrę i jechaliśmy w milczeniu.
Lekarz był bezlitosny, ale uczciwy, za co bardzo go cenię. Stan beznadziejny. Może miesiąc ,może dwa. Poza zmniejszeniem cierpienia nie może nic pomóc.
Wracaliśmy. On, ja, Frank i niepewne bicie serc. Zero marzeń o cudzie tylko strach, jak to bedzie. Przecież wiem jak to wygląda, asystowałam juz smierci nie raz. Nie ma godnej śmierci, każda jest okrutna. Nawet ta co zabiera we śnie. Chociaż takiej mu życzę.
Wieczorem leżałam w łóżku i myślałam o tym co minęło, jak bardzo za tym czasem tęsknię. Jak bardzo jestem przed samą sobą zazdrosna o to co było, o to, że nie wróci i o to, że nie będzie już tak jak było. I że już tęsknię.
Mój przyjaciel jakby czytał w moich myslach, bo bardzo mocno się we mnie wtulił.
-Kocham Ciebie- powiedziałam mu do ucha.
Zamerdał ogonem.
komentarze [5]highway to hell >> środa, 6 września 2006 10:25:42
Kocham moją dziecinke za wszystko, za niskie spalanie, za przyczepność, za komfort i wygodę, za bezproblemową eksploatację, za przyśpieszenie kiedy tego potrzeba i drogę hamowania, za wygląd i za to, że doskonale wie jak mi poprawić humor.
Podejrzewam, że dziecinka również kocha mnie, bo już kilka razy pomogła wyjść z opresji. I nie wystawiła rachunku.
Oczywiście, że tam gdzie są ku temu warunki jeżdzimy szybko. Czasem ścigamy się po bocznych drogach ze znajomymi, albo trenujemy poslizgi w zimie. Wszystko po to by się jeszcze lepiej poznać.
Jednego tylko nie trawimy- dojazdów do pracy. Rano- stanie w korkach, bo przebudowują estakadę i niestety codziennie inny objazd. Po południu wolna amerykanka, bo wszyscy chcą być tą perłą przed wieprze rzuconą z prędkością światła, a przynajmniej 160km/h.
W ostatni piątek chcąc nie chcąc przyłączyłam się do owczego pędu i skierowałam się ku domostwu. Dziewczynka cicho mruczala zadowolona. Wjechałyśmy na estakadę i po chwili zjechałyśmy na prawo, na pas zjazdowy do kontenerówki, proponowanym objazdem. Wtem prawie najechał na nas czerwony peugeot bez kierunku oczywiście, bo panu się przypomniało w ostatniej chwili, że skręca. Dałam po hamulcach, unikjając kolizji i zatrąbiłam na barana, który jak oparzony odskoczył na lewy pas, zajeżdzając drogę kolejnemu kierowcy. Zjechałam i podążyłam objazdem. Dwa skrzyżowania później pojawił się za mną czerwony peugeot i jego również czerwony kierowca, bynajmniej nie ze wstydu, a z wściekłości. Trąbił i pokazywał etykietkę wariata drogowego w moim kierunku. Nie powiem wkurzyło mnie to nieco. Ale tak naprawdę zdenerwowało mnie to co pan zaczął wyrabiać później. Mianowicie usiłował mnie wyprzedzić na zakręcie przy podwójnej ciągłej, cały czas machając plakietką. i wywołał wilka z lasu, zwolniłam do 30 km/h i dumnie sunęłam drogą obserwując barana we wstecznym lusterku z rosnącą satysfakcją w miarę jak nie mógł mnie wyprzedzić, bo z przeciwka co rusz nadjeżdżał jakiś tir.
W myśl popularnej ostatnio kampanii społecznej "Wariat drogowy jest w każdym z nas", ale ja najchętniej poszerzyłabym to o frustratów drogowych (bohater z czerwonego peugeota), impotentów (pani sunąca 40km/h po lewym pasie), egoistów ( dlaczego mam zająć jedno miejsce postojowe, jak moge dwa) i przypadki beznadziejne ( i co ja robie tu??). Wpadki za kółkiem zdarzją się każdemu. I w takich wypadkach życzę każdemu, aby trafił na kierowcę który udzieli lekcji pokory rozsądnie. I aby miał na tyle odwagi, by przyjąć ją "na klatę", bez obciachu.
komentarze [1]